'Oblivion' Jennifer L. Armentrout | Recenzja #1

Tytuł: Oblivion
Tytuł oryginału: Oblivion
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Filia
Gatunek: YA/Fantastyka
Liczba stron: 396

Czy okropne byłoby gdybym tylko, no nie wiem, spalił doszczętnie ten cholerny dom? Przecież, nie pozwoliłbym tym... tym ludziom w środku spłonąć ani nic takiego. Nie byłem aż tak okropny. Ale brak domu, brak problemu.
Jak dla mnie proste.

Kiedy dowiedziałam się o istnieniu tej książki, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony myśl o powrocie do świata wykreowanego w serii Lux napawała mnie ogromnym optymizmem (a moje serce pałające nieustanną miłością do Deamona zabiło mocniej), ale z drugiej… czytanie tego samego tylko z innego punktu widzenia zalatuje brakiem oryginalności i sposobem na zarobienie pieniędzy.
Oczywiście „pierwsza strona” wygrała, a ja z uśmiechem na ustach kupiłam Oblivion. I nie żałuję.

~Dla niewtajemniczonych
Seria Lux opowiada o kosmitach – Luksjanach, którzy przybyli na Ziemię, gdyż ich własna planeta została zniszczona. Deamon Black (najseksownieszy mężczyzna, jakiego możecie sobie wyobrazić) jest jednym z nich i wraz ze swoją siostrą Dee wiedzie spokojne życie w domu w Zachodniej Wirginii. Do czasu. Dom naprzeciwko zamieszkuje Katy Swartz. Człowiek.
A człowiek oznacza kłopoty.

Oblivion to tak naprawdę Obsydian i troszeczkę Onyxu (pierwsze dwie części serii), jednak poznajemy tą historię oczami Deamona. Nie wnosi on jednak zbyt wiele nowego – dlatego zdecydowanie odradzam czytanie tej książki od razu po skończeniu serii, a już broń Boże tylko po Obsydianie. Przez to książka ta może wydawać się najzwyczajniej w świecie nudna.

~Bohaterowie
Rozwodzenie się nad moją miłością do Deamona Blacka chyba nie ma sensu. Jest sarkastyczny, złośliwy – taki, jaki kobiety lubią najbardziej. Ma trochę z typowego bad boya, który z łatwością potrafi niejednej zawrócić w głowie. Opisany został jako chłopak o nieziemskiej (dosłownie!) urodzie, główna bohaterka niejednokrotnie przyłapywana jest na tym, że się na niego gapi. Pytanie tylko, kto by tego nie robił?    
I najważniejsze. To, że się świeci, faktycznie ma sens.
Katy Swartz jest miłośniczką książek, co od pierwszych kilku stron powieści skradło moje serce. Również prowadzi bloga z recenzjami, a jej pasja do czytania jest wielokrotnie podkreślana. Zauważyłam u niej niestety podobną niezdarność do Belli ze Zmierzchu, ale przymknęłam na to oko, gdyż zazwyczaj się jednak nie przewraca, nie to, co przytoczona panna Swan. Kat ma również uroczy charakterek i potrafi odpysknąć, co sprawia, że niejednokrotnie jej rozmowy z Deamonem są przezabawne, a ja szczerzyłam się do książki jak głupi do sera.

Styl pisania pani Armentrout jest płynny i wciągający. Wszystkie książki tej autorki połykam w maksymalnie trzy dni, tak również było z Oblivion. Chociaż przyznaję, że patrząc na grubość spodziewałam się jednodniowej lektury, tak jak to było np. z wspomnianym wcześniej Obsydianem. To jednak nie jest najważniejsze, poza tym wpływ na szybkość czytania mogło mieć również moje uzależnienie od Gilmore Girls.

Zawsze uważałem, że najpiękniejsi ludzie to tacy, którzy nie są tego świadomi. Tacy, którzy szczycą się swoim pięknem, marnują to, co mają. Ich piękno jest przelotne. To tylko skorupa, nic poza cieniem i pustką.

Ocena: 7/10

(chyba najgorzej oceniona przeze mnie książka tej autorki)

Comments