'Załącznik' Rainbow Rowell | Recenzja #2


Tytuł: Załącznik
Tytuł oryginału: Attachments  
Autor: Rainbow Rowell
Wydawnictwo: HarperCollins
Gatunek: NA/Obyczajowa
Liczba stron: 413

Lincoln O’Neill to przeciętny mężczyzna przed trzydziestką, ukończył kilka kierunków studiów, nadal mieszka z mamą, a jedyny romans, który wkrada się w jego życie, to ten, który wyczyta w mailach dwóch nieznanych mu kobiet. Ale spokojnie, nie jest psychopatą, kontrola konwersacji należy do jego obowiązków. Ma z tego powodu wyrzuty sumienia, ale hej – praca to praca.

Jednak kiedy natrafia na rozmowy dwóch pracujących w redakcji kobiet, nie zgłasza ich, tak jak powinien, tylko codziennie wyczekuje na ich wiadomości do siebie. Wiadomości pełne prywatnych przeżyć, przemyśleń i trosk. Lincoln tak bardzo zżywa się z niczego nieświadomymi przyjaciółkami, że… zakochuje się w jednej z nich.

Oczekiwałam od tej książki więcej tylko dlatego, że wyszła spod pióra Rainbow Rowell. Po przeczytaniu Fangirl i Eleonory i Park liczyłam na lekki styl, nieźle wykreowanych bohaterów i emocjonującą akcję, która nie pozwoli mi odłożyć tej książki nawet na chwilę. Zawiodłam się na wszystkich tych płaszczyznach.

Lincoln to chyba najnudniejsza postać, o jakiej ostatnio czytałam. Jedyne, co robił przez pół książki to użalał się nad sobą, nie potrafił w żaden sposób przejąć inicjatywy. Dopiero później zaczął robić coś ze swoim życiem, co doceniam, bo bez tego nie wiem jak zniosłabym jego zachowanie. Chyba najbardziej dobiło mnie jego wspominanie poprzedniego związku, który zakończył się DZIEWIĘĆ LAT TEMU! Czy można być jeszcze bardziej żenującym?
Oczywiście, ale to na szczęście postać drugoplanowa – Chris. Aż szkoda słów na to, co on zrobił…
Beth i Jennifer to przyjaciółki, które piszą do siebie w godzinach pracy, nieświadome że ktokolwiek czyta ich maile. I chociaż z każdym kolejnym rozdziałem przestaję je lubić coraz bardziej, to ich rozmowy jako jedyne zasługują na oklaski. Są płynne i śmieszne, z łatwością można sobie wyobrazić je w świecie rzeczywistym. Natomiast czasami doprowadzają mnie do szału, tak jak Lincoln, potrafią być żałosne i irytujące.

Akcja książki zbyt bardzo się wlecze, pod sam koniec jedyne co pozostawało to przewracanie oczami. Gdyby całość opowiedziana została tylko przez maile Beth i Jennifer zdecydowanie bardziej przypadłaby mi do gustu. Jednak trzeba było również przebrnąć przez wstawki z życia Lincolna, które nie tylko irytowały ale nudziły. A wszystko po to, żeby doczekać się infantylnego zakończenia, którego przewidywalność aż mnie przytłoczyła.

Ocena: 5.5/10
Jestem bardzo zawiedziona, że zmuszona jestem dać tak niską ocenę. Mam tylko nadzieję, że inne książki pani Rowell, które zostały mi do przeczytania, będą znacznie lepsze.

Comments