'Upadli' Lauren Kate | Recenzja #5


Tytuł: Upadli
Tytuł oryginału: Fallen
Autor: Lauren Kate
Wydawnictwo: MAG
Gatunek: YA/Fantastyka
Liczba stron: 461

Dużo czasu polowałam na tą książkę, zanim w końcu udało mi się ją pochwycić. Nie wiem czemu tak bardzo uparłam się, by ją przeczytać. Słyszałam o niej co nieco, ale, czysto teoretycznie, nie na tyle, żeby wypatrywać jej na półkach sklepowych.  
Teraz, kiedy mogę w końcu odłożyć ją na szafkę przeczytanych, tym bardziej zadaję sobie to pytanie – czemu?

Luce Price, od kiedy tylko spojrzała na tajemniczego Daniela, wiedziała, że jest między nimi niewyjaśnione napięcie, że coś w magiczny sposób przyciąga ich do siebie. I chociaż on robił wszystko, by jej unikać, jego starania szły na marne, gdyż ani on, ani ona nie potrafili trzymać się od siebie z daleka.

Jedynym sposobem na przetrwanie wieczności jest docenianie każdej chwili.

Niestety, ku mojej rozpaczy, książka wręcz krzyczała do mnie „JESTEM JAK ZMIERZCH!”. Główna bohaterka, zupełnie tak jak Bella Swan, potykała się na każdym kroku, co niezmiernie mnie irytowało, miała poczucie, że świat kręci się wokół niej i jej wyjątkowej miłości, zupełnie też nie doceniała przyjaciół, zwracając się do nich tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebowała (np. porozmawiać o Danielu, oczywiście). Edward… nie, przepraszam, Daniel jest bohaterem, który pojawia się, by wybawić damę z opresji. Z jednej strony uważa, że jest dla niej niebezpieczny, że powinien się trzymać od niej z daleka, ale przybywa na ratunek Luce, by, broń Boże, nie obroniła się sama. Jest dodatkowo nieskazitelnie piękny, spełnienie marzeń każdej nastolatki.
Oprócz bohaterów i ich zachowań miały miejsce również sytuacje, które wyglądały, jakby zostały przepisane z wspomnianego wcześniej „Zmierzchu”. Ten brak oryginalności, cukierkowość i przewidywalność sprawiły, że zdecydowanie za dużo razy przewracałam oczami.

Chciała być z nim. Tylko nie miała pojęcia dlaczego. Albo jak się do tego zabrać. Albo nawet, co tak naprawdę by oznaczało bycie z nim. Wiedziała jedynie, że wbrew wszystkiemu myślała tylko o nim. Tylko on ją obchodził.

Wbrew pozorom powieść ta miała kilka aspektów, które naprawdę mi się podobały. Akcja rozgrywa się szkole/poprawczaku, do którego główna bohaterka zostaje posłana po tym jak oskarżono ją o morderstwo. Dzięki tak nietypowemu miejscu mamy do czynienia z ciekawymi postaciami drugoplanowymi, których barwa i różnorodność dodają akcji smaku. Na oklaski zasługują Arriane i Penn, pierwsza nadawała charakteru i tempa, a druga otulała swoim ciepłem i zdumiewała asami wyciąganymi z rękawa.
Pozytywnie oceniam również styl pisania autorki. Jest prosty, dzięki czemu bardzo szybko się czyta, jednak niektóre opisy zapierają dech w piersiach i pobudzają wyobraźnię. Nie jest ich bardzo dużo, ale zdaję sobie sprawę, że docelowi czytelnicy to młodsze dziewczęta poszukujące kolejnej gorącej miłości.

Sięgając po tą książkę nie oczekiwałam zbyt wiele, dlatego jestem do niej całkiem pozytywnie, chociaż lekko ironicznie nastawiona. Zdecydowanie godna polecenia młodszym czytelniczkom i fanom „Zmierzchu”.
Co do kolejnych części to chociaż jestem trochę ciekawa, jak rozwinie się fabuła, to raczej po nie nie sięgnę. Jest zbyt dużo książek, które wiem, że mogłyby mi się zdecydowanie bardziej spodobać.

Ocena: 6/10

Czytaliście? Co sądzicie o tej serii, kolejne części lepsze od pierwszej?
Piszcie śmiało w komentarzach!


Comments